Otworzyłam oczy słysząc wibracje telefonu. Przekręciłam głowę w
prawą stronę co nie było dobrym pomysłem gdyż od razu zaatakowały mnie silne
promienie słońca. Odkryłam ciepłą kołdrę w hamburgery i wstałam opierając się
na rękach. Podeszłam do lustra i nie było dla mnie szokiem to że mój stan wyglądu
nigdy nie jest lepszy. Doprowadziłam się do jakieś stanu bycia, ubrałam czarne
rurki i niebieską bluzkę, włosy związałam w pierwszy lepszy kucyk i zeszłam na
dół. Nie byłam głodna tylko cholernie nie wyspana.
-. W pracy .-
- Przebierz się w ciuchy i zaczynamy robotę. - powiedziała Cassie.
Była przy kości co nie sprawiało że była nie ładna, miała długie czerwone włosy
otulające jej twarz gdy tylko ściągnęła z nich gumkę. Nim się zorientowałam nie było
jej już w pokoju a ja tylko głupkowato uśmiechnęłam się do siebie wmawiając
sobie, że jest dobrze. Chodzenie z durną czapeczką na głowie i w przykrótkiej
bluzce bo tylko taką mieli na magazynie nie było czymś czym można się
chwalić, tak pracowałam w Nandos. Superowo, nie? Jedyne osoby jakie tam
chodziły to staruszkowie zamawiający jedynie kawę z towarzyszącą im od zawsze
grą - bingo, naburmuszone gnoje w garniakach którzy pomiatali mną w każdym
geście czy chociażby kiedy dawali napiwek wysokości jednego centa lub jakieś 10
latki z wymuszonymi pieniędzmi swoich rodziców które opychały i jadły tyle ile
zdołały. Takie trzy grupy starsi, gnoje i dzieci. Pchnęłam duże drzwi z czym
oczywiście moja bluzka poszła w górę odkrywając mi jedną trzecią
brzucha. Schlebiać? Nie schlebiało nawet w najmniejszym stopniu.
- Stoisz dziś na kasie. – rzekł oschło kierownik, wiecznie
naburmuszony może o 7 lat starszy przynajmniej wyglądał na te dwadzieścia pięć.
Uśmiechnęłam się sztucznie co stało się moją specjalnością. Podeszłam do kasy i
oparłam dłonie o lepki blat.
- Dwie kawy. – powiedział strasznie gruby mężczyzna z łysiną na
środku głowy nie posyłając mi przy tym nawet jednego spojrzenia, wiecie jakby
mnie nie było. Mam głęboko gdzieś takich pojebanych staruchów z kupą hajsu.
- Jakie smaki? – wydusiłam dosyć głośno, gwar i chaos dochodzący z
kuchni nie wróżył tego żeby można było rozmawiać cicho jak i również rozmowy
ludzi z towarzyszącym im przy tym zagłuszoną muzyką.
- Najdroższe przecież mnie stać. – uśmiechnął się głupkowato.
Niech lepiej te pieniądze z kawy przeznaczy na siłownię która się mu przyda bo
inaczej serce mu wysiądzie chociaż już wysiadło bo jest totalnym narcyzem.
- A co mnie to obchodzi że pana stać? Myśli pan że w życiu nie
widziałam pieniądza? – mężczyzna, zszokowany nawet nie odpowiedział podałam mu
dwie kawy, zapłacił i wyszedł wsiadając do dużego czarnego samochodu.
- Następny! – krzyknęłam a moim oczom ukazała się postura
malutkiego chłopca.
Było jeszcze wiele innych klientów aż wreszcie przerwa. Znów
pchnęłam drzwi które wydały z siebie charakterystyczny dźwięk.
- [T.I] zastąpisz mnie na wieczornej zmianie? – rzuciła się na
mnie Cassie która wyglądała nie za dobrze.
Podniesienie brwi było moją odpowiedzią na jej pytanie ale
bardziej zastanawiało mnie dlaczego w niej taka nagła zmiana była jedną z
nielicznych którzy lubili pracować.
- Moja mama się źle czuje ma gorączkę a wiesz jak u mnie jest, błagam
cię [T.I] – kiwnęłam tylko głową a dziewczyna już była zawieszona na mojej
szyi. Czyli do 22 będę tu siedzieć. Po 21 nikt tu nie przychodzi i jest pusto,
nie ma kucharzy i jest tylko kasjer który sprzedaje jedzenie które dzisiaj
zostało, którym miałam zostać ja dzięki mojej wspaniałej Cassie. Ale nie mogłam
jej za to obwiniać, prawda? Kłamanie nie jest jej mocną stroną więc wiedziałam
że nie kłamie. Jestem zbyt naiwna…
-. O 21:30 . –
Siedziałam na wysokim krześle obok mojego stanowiska oparta o
lepki ciemnoszary blat tylko wpatrywałam się w drzwi czy ktoś przypadkiem nie
wchodzi. Przymknęłam lekko oczy i usłyszałam tylko trzaskanie drzwiami i
dzwonek którego za dnia nie dostrzegam. Ku mojemu zaskoczeniu miałam
przyjemność obsługiwać wysokiego blondyna z powalającym uśmiechem i to właśnie
z tym uśmiechem zbliżał się do mojego stanowiska pracy. Zeskoczyłam
natychmiastowo z krzesła uśmiechając się ale… samowolnie a nie na wymuszenie,
wreszcie miła odmiana.
- Cześć. – powiedział opierając się o blat czego szybko pożałował.
Spuściłam wzrok zasłaniając się czapką. Bluzka bez rękawów idealnie podkreślała
jego spore mięśnie z jakimi nigdy nie miałam do czynienia u mojego rówieśnika.
Nie wiem dlaczego ale podniosłam wzrok na jego włosy, zawadiacko ułożony każdy
kosmyk dodawał mu nie lada uroku. Ale najlepsze były te oczy koloru nieba kiedy
odcienie błękitu, granatu biją się o dominację. Odchrząknął chwilę po czym
zmierzył mnie wzrokiem. Przywrócił mnie do rzeczywistości z różanymi rumieńcami
na śnieżno białej skórze.
- Dzień dobry. – wydukałam cicho jakby wcale. Spuściłam wzrok
zasłaniając twarz czerwonym daszkiem. Szczerze? Nie mogłam się skupić, wyprowadzał mnie w stan którego nigdy nie czułam. Zacisnęłam ręce na materiale mojej bluzki stanowczym ruchem sprowadzając ją na dół. Nie mogłam spokojnie spojrzeć na tęczówki, były jak topaz, tanzanit.
- Jak ci na imię? - usłyszałam melodyjny i spokojny głos mężczyzny w sumie mogłam usłyszeć nawet równy oddech ale to pytanie wybiło mnie z tropu. Powinniśmy mieć relacje sprzedawca klient prawda? Głupie że się tym przejmuje ale jestem w pracy a takie coś nie wyjdzie mi na dobre. Tylko jak można uzależnić kogoś w dwie minuty? Rzuciłam ostatnie spojrzenie jego oczom i teraz zauważyłam że źrenica w każdym oku wygląda jak samotna tratwa na morzu szczęścia lub jak mały pająk na pajęczynie z której składały się te wszystkie ciemniejsze i grusze kreseczki...
Witajcie!
Jak podoba wam się pierwszy imagin na blogu? Oczywiście był napisany wcześniej inny a to jego prosta kopia bo oczywiście Hispta kazała pisać "kopię". Mam nadzieje że się podoba i do następnej części.
-. Wasza Aloha. xxxxxx ♥
(( @summerismydream ))

świetny !
OdpowiedzUsuńSuper! Już chce kolejny
OdpowiedzUsuńJezuuuuuuuu super !! Nie mogę się doczekać drugiej części .
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ^^
OdpowiedzUsuńNa prawdę świetne <3
Genialny ! Pisz dalej . Weny życzę .
OdpowiedzUsuń